mafiapress
START | RSS | Kody Dostępu | Rejestruj
 
Inne | Klub Literacki
18.06.2007

Taniec Teczek

Opowiadane science fiction

 

Tekst ten został znaleziony w szpitalu psychiatrycznym w bagażu zmarłego schizofrenika, jest więc rzeczą zupełnie pewną, że nie ma on nic wspólnego z rzeczywistością.

 

Było upalne lato 1987 roku. W pierwszych dniach sierpnia słońce mocno jeszcze grzało, ale w podwarszawskich ogrodach czuło się już zapach jesieni. Autobus PKSu, stary trzęsący się san, mijał Leśną Podkowę. Jakiś siwy pasażer podniósł się, podszedł do kierowcy i poprosił o zatrzymanie pojazdu.

– Coś pan? Tu nie przystanek – objaśnił uprzejmie kierowca. Zza siwego pasażera ukazał się osobnik o wzroście dwa metry liczącym i posturze dobrze odżywionego goryla

– Obywatelu kierowco, czy nie słyszeliście o co ten pasażer tak grzecznie prosił? Kierowca spojrzał na goryla i zatrzymał autobus

Z autobusu wysiał ten siwy pasażer i dwóch gości, których wzrost i postura wskazywały na ich funkcję. Siwy pasażer, którego już tak będziemy nazywali, szedł pierwszy a jego goryle w przyzwoitej odległości za nim. Minęli przydrożne, wiejskie zabudowania i weszli na teren ogrodów. Nie były to działki pracownicze, lecz raczej posesje trochę bogatszych obywateli naszej socjalistycznej ojczyzny.

Jeden z tych ogrodów różnił się tym od pozostałych, że przy samej bramce wejściowej usytuowany był malutki budyneczek. Kiedy Siwy zbliżył się do bramki z okna tego budyneczku wychylił się jakiś osobnik i sokolim wzrokiem zaczął lustrować nadchodzące postacie, w końcu spytał Siwego.

– Do kogo?

– Do pana Adama. Bramka została otworzona, Siwy wszedł, dając znak ręką żeby jego ochrona pozostała na zewnątrz. W środku dużego ogrodu, przesłonięty żywopłotem grabowym, stał dom drewniany z szerokimi okapami osłaniającymi okna. Siwy wszedł do pokoju, w którym siedziało kilku ludzi. Gdy tylko nowy gość wszedł zapanowało milczenie. Siwy powiedział.

– Nie przeszkadzajcie sobie, chcę posłuchać. Więc wrócono do przerwanej rozmowy.

Rozmawiano o sytuacji gospodarczej i narastającym wzburzeniu klasy robotniczej. Rozważano także ewentualność

bratniej pomocy Wielkiego Brata. Siwy słuchał i milczał, ale kiedy dyskutanci zaczęli się wzajemnie upewniać, że w razie czego to nam pomogą przyjaciele ze wschodu, Siwy się wtrącił:

– Na to nie liczcie

– Dlaczego? W Czechosłowacji się powiodło, w NRD też więc dlaczego nie mamy iść sprawdzoną drogą? Przecież Polska ma ważniejszą pozycję od Czechosłowacji.

Przybysz się zamyślił, kiedy jeden z obecnych chciał coś zacząć mówić Siwy dał znak ręką żeby milczał. Po długiej chwili odezwał się. Głos miał bezbarwny, mówił prawie szeptem.

– Towarzysze, to wszystko co mi referujecie jest zgodne z prawdą, ale nie uwzględniacie czynnika zasadniczego.

– Jakiego?

– Czasu.

– W jakim sensie?

– Rzymianie mawiali: Tempora mutantur et nos mutamur in illis.

– Co to znaczy?

– Że czasy się zmieniają. Pakt dostał prikaz, ot co.

– Więc chcą utracić największy kraj w samym środku obozu? I na to zgadza się cały Pakt Warszawski??? Przecież jesteśmy największym i najmocniejszym krajem ze wszystkich Demoludów.

– Na pewno nie chcą, ale tamta droga już dzisiaj jest nie do przyjęcia, a my jesteśmy największym, ale wróblem w porównaniu z tygrysem, czyli ze starszym bratem.

– Więc mamy wyjechać na Kamczatkę, czy powiesić się?

– To ja przyjechałem do was, żebyście w wyniku analizy sytuacji zadecydowali co robić.

Zapadła cisza. Po chwili siwy przybysz zaczął mówić.

– Z tego co tutaj usłyszałem wzburzenie klasy robotniczej, tym razem skojarzonej z tymi KORowcami, jest tak duże, iż obawiacie się akcji sprzeciwu władzy na skalę całego kraju, co stanowić może problem przerastający nasze siły. Zgadzam się, ale przyczyną tego stanu rzeczy nie jest ani klasa robotnicza, ani KOR ani Kościół katolicki. Przyczyną jest niska wydajność pracy, a w jej efekcie niewydolność ekonomiczna. Jeśli mimo wszelkich wysiłków ciągle więcej zjadamy niż produkujemy, to cały ten układ musi się zawalić.

– Więc co robić? – zapytał ten, który przed chwilą mówił o Kamczatce.

– A niech się, kurwa zawali

Siwy zrobił pauzę i po chwili powtórzył: Niech się zawali - byle nie na nasze głowy.

Teraz wszyscy podnieśli wzrok na mówiącego te słowa i w napięciu czekali. Siwy chodził wolno od ściany do ściany, w końcu odwrócił się do audytorium i powiedział.

– Z tego co tutaj referowaliście wynika, że duża część tej Solidarności jest przez nasze służby „kupiona”? Czy tak?

– No z tych szarych członków to co dziesiąty.

– A z przywódców ilu?

– No w tych takich ważnych ośrodkach jak Gdańsk, Warszawa czy Śląsk, to jeden na trzech. Siwy znowu rozpoczął swój spacer po pokoju.

– No cóż, musi wystarczyć. Wiecie ja ich osobiście nie znam, ale z tego co czytam w raportach, to oni są jak dobre, grzeczne i bardzo naiwne dzieci. Na tym trzeba bazować. A tak zaczynając od początku, to jedynym wyjściem byłoby jakieś cudowne poprawienie sytuacji gospodarczej, a w jej wyniku sytuacji materialnej społeczeństwa. Ponieważ my ateiści na cud liczyć raczej nie będziemy, więc nie ma rady. Wielki Brat nam nie pomoże. Tak, tak! Jeśli sami sobie nie pomożemy to nikt nam nie pomoże. Znowu długie milczenie. W końcu Siwy stanął na środku, wyprostował się i przemówił:

– Musimy oddać władzę, ale o tym że chcemy to zrobić nikt nie może się dowiedzieć. Nikt! Będziemy walczyć o każdy szczegół! Będziemy prosić i grozić, ale tak żeby przegrywać.

– Może i można w ten sposób uratować głowy bez wyjeżdżania na Kamczatkę, ale co będziemy robić jak oni będą rządzić? Siwy się uśmiechnął.

– Po pierwsze, żeby uratować głowę, to nie wystarczy oddać władzę. Trzeba się jak najmocniej zabezpieczyć. Rzecz w tym, że istnieje tylko jeden sposób dobrego i pewnego zabezpieczenia: Trzeba stać z tyłu za facetem, lewą ręką trzymać go za gardło a prawą przykładać nóż na wysokości siódmego żebra. Dlatego w miarę jak my będziemy ustępować, a Solidarność będzie obsadzać wierchuszkę, to trzeba bardzo pilnować, żeby te stanowiska zajmowali wyłącznie ci ludzie Solidarności, którzy już nam pomagają od dawna. Na zwerbowanych w ostatnich miesiącach liczyć nie można bo nie wiadomo czy są pewni. Siwy podniósł głos: To jest wasze najważniejsze zadanie. Drugie najważniejsze zadanie polega na zabezpieczenie tych liderów
Solidarności, bo oni na pewno mają wrogów, a jeśli jeszcze nie mają, to jak tylko zaczną ubiegać się o objęcie wysokich stanowisk, to zaraz wrogowie się znajdą. Trzeba natychmiast z archiwów źródłowych zabrać ich teczki i zabezpieczyć, a z innych miejsc zabrać wszystkie kopie i zniszczyć je.

– No ale na to trzeba by pozwolenia generała.

– To ja załatwię.

– No i co dalej? Czy to wystarczy? Zapytał ten, który proponował wersję czechosłowacką.

– Towarzyszu! Popełniacie ten sam błąd! Nie uwzględniacie upływu czasu. Jak Solidarność obejmie władzę, to przez pierwsze pięć minut wystarczy im euforia tego zwycięstwa, ale szybko poczują głód.

– Czy możecie to wyjaśnić?

– Oczywiście! Oni uważają, że w PRLu połowa naszej produkcji była zabierana przez ZSRR, a z tego co zostawało połowę my kradliśmy na własny użytek. Oni na szczęście nie rozumieją, że przyczyną nędzy jest niska wydajność pracy i marnotrawstwo. Dlatego oni sobie wyobrażają, że jak obejmą władzę, to od razu w Polsce będzie raj na ziemi. Faktycznie trochę racji w tym jest, bo kapitalizm potrafi wymusić i wydusić z pracownika o wiele więcej niż my. Ale ten zauważalny wzrost dobrobytu wystąpi dopiero za dziesięć lat, a tyle czasu nam wystarczy.

– Czy to wszystko – zapytała Bystrygierowa? Nazywana tak przez złośliwość

– Nie, ale to jest najpilniejsze, a nad resztą jeszcze pomyślę.

– No to teraz proszę na małą przekąskę - Bystrygierowa podeszła do drzwi dzielących pokój na dwie części, rozsunęła je, a za drzwiami ukazał się okrągły stół zastawiony sutym posiłkiem.

– Nie, nie! Nie mogę, w domu żona zrobiłaby mi awanturę, muszę już uciekać.

Nie żegnając się z nikim Siwy wyszedł z domu, i wolnym krokiem poszedł do wyjścia z ogrodu. Tym razem wartownicy, mimo, że po cywilnemu wyprężyli się i zasalutowali mu. Siwy wyszedł z ogrodu, z pobliskich krzaków podnieśli się jego goryle i powędrowali za szefem w przyzwoitej odległości.

Słońce już zachodziło. Po parnym dniu nastąpiło przyjemne ochłodzenie. Cisza letniego wieczoru i fakt rozpoczynania się nowej gry skłonił Siwego do nostalgicznych wspomnień.

 

Ojciec Siwego był zasłużonym oficerem legionów. Za kampanię dwudziestego roku otrzymał kilka odznaczeń, a po zakończonej wojnie dobrą posadkę w państwowej policji we Lwowie. Był komendantem dzielnicowym w stopniu nadkomisarza. Lato 1939 roku było słoneczne, wrzesień też. Gdy pierwszego września, w piątek, wybuchała wojna, to ojciec Siwego wrócił do domu już o godzinie dziewiątej rano, pożegnał się z rodziną i natychmiast zgłosił się na ochotnika do wojska. Na drugi dzień poszedł na front. Jakie były dalsze losy ojca, Siwy nigdy się nie dowiedział. W listopadzie 39 roku Siwy razem z mamą i siostrą został wywieziony na Sybir, czyli jak się wtenczas mówiło, na białe niedźwiedzie. Tam w strasznych warunkach matka i siostra zmarły z głodu, a on został wcielony do brygady budującej drogi przez tajgę. Po miesiącu tej katorżniczej roboty zachorował i trafił do szpitala, mieszczącego się w nie opalanym baraku. W nocy temperatura spadała w tym szpitalu do dwudziestu stopni mrozu a włosy przymarzały do pryczy. Po kilku dniach do szpitala weszła ekipa kontrolująca. Kierownikiem tej ekipy był Daniło Hryń. Był to lwowski Ukrainiec, członek KPP. Ten komunista dostał wyrok kilkuletni za swą komunistyczną robotę, a ojciec Siwego wyciągnął go z kryminału udzielając mu „politycznej gwarancji”. Hryń rozpoznał Siwego i zabrał go do szpitala w Smoleńsku, a po wyzdrowieniu do Moskwy.

Tutaj ten Ukrainiec umieścił Siwego w swoim środowisku, to jest w środowisku ukraińskich komunistów. Dzięki tym koneksjom Siwy dostał lekką pracę w biurze fabryki obuwia. Ponieważ język rosyjski opanował lepiej od Ukraińców, więc często pisał członkom tej ukraińskiej enklawy w Moskwie różne podania, a także załatwiał osobiście sprawy w urzędach, jeśli chodziło o to żeby się nie zdradzić z ukraińską narodowością. Z czasem Siwy poznał w Moskwie kilku Polaków, a w śród nich także aktywnych polskich komunistów.

Kiedy, po ustaleniach między Stalinem a Sikorskim, Anders tworzył w ZSRR polskie wojsko, to wbrew wcześniejszym obiecankom, wcale nie każdy Polak mógł do tego wojska wstąpić. Siwemu się to nie udało. Gdy następnie utworzono ZPP, to znajomi Polacy zaangażowani w prace tego związku często prosili Siwego o pomoc w pisaniu różnych dezyderatów. W ten sposób Siwy poznał Wandę Wasilewską. Gdy Wasilewska dowiedziała się, że ojciec Siwego był legionistą i służył w tej samej jednostce, co jej ojciec, z którym od dawna była skłócona, to wbrew oczekiwaniom, zaczęła darzyć Siwego sympatią. Od tego czasu Siwy prawie w każde popołudnie szedł do siedziby ZPP i tam pomagał w wielu prowadzonych pracach, ale do związku nigdy nie wstąpił. Siwy doskonale orientował się w tym, że ZPP to narzędzie stworzone nie przez Polaków, lecz przez Stalina i że jest to pierwszy etap procesu mającego zalegalizować przejęcie władzy przez komunistów w Polsce. Jednak tam w Moskwie, mieście obcym, a na dodatek w mieście, w którym było więcej policji mundurowej i tajnej niż mrówek w mrowisku, sam fakt, że są tutaj Polacy, którzy mówią po polsku był już wielkim luksusem, a nawet stwarzało to poczucie swojskości i wielce iluzorycznego bezpieczeństwa. ZPP został faktycznie utworzony w marcu 43 roku ale oficjalnie ujawniony dopiero na pierwszym zjeździe w czerwcu tegoż roku. Wszelkie ważne dyrektywy były przekazywane przez „Gospodarza” na kremlu zaufanym członkom ZPP, a po dziesiątym stycznia 44 roku te rozkazy były wydawane członkom Centralnego Biura Komunistów Polskich, ci przekazywali to Wandzie Wasilewskiej, która następnie prosiła o audiencję na kremlu i w gronie kilku członków ZPP jechała tam, aby na oficjalnym posłuchaniu prosić Stalina o to, co już było wcześniej przez niego nakazane. Kilkakrotnie w takim przedstawieniu uczestniczył Siwy jako referent „prośby” kierowanej do Generalissimusa, ponieważ Wasilewska nigdy nie nauczyła się rosyjskiego języka. Stalin, który do śmierci nie wyzbył się obcego akcentu, zainteresował się tym młodym Polakiem mówiącym po rosyjsku „tak jakby się urodził na Arbacie”. Powiedziano mu, że to znajomy ojca Wandy, co było oczywiście nieprawdą.

Siwy w tych czasach miał jeden cel, który przesłaniał wszystkie inne problemy. Tym celem był powrót do Polski. Gdy tylko ogłoszono pobór do Armii Berlinga natychmiast się zgłosił i został wcielony do wojska. Po dwóch dniach pobytu w Sielcach został „odkomenderowany do pomocy w pracach prowadzonych w stolicy” i wrócił do Moskwy, tyle że już w mundurze, ale robił to samo co poprzednio, to jest opracowywał po rosyjsku teksty dokumentów ZPP i CBKP, no i siedział w Moskwie mimo że wojsko Berlinga wyzwalało już polskie ziemie. W tym okresie znowu kilkakrotnie referował coś na kremlu i Stalin sobie o nim przypomniał.

 

W tym miejscu Siwy przerwał retrospekcje, bo dochodził do przystanku PKSu. Po kilku minutach nadjechał autobus. Cała trójka wsiadła do autobusu i po przejechaniu dwóch przystanków wysiedli. Z pobliskiej wiejskiej zagrody odebrali samochód i wrócili do Warszawy.

Na drugi dzień już o ósmej rano Siwy wchodził do podsekretarza stanu w MSW. Rozmowa była krótka.

– Panie ministrze, proszę mnie zorientować jak praktycznie znaleźć całą dokumentację na temat danej osoby?

– Jakiej osoby?

– Chodzi mi o przywódców krajowej opozycji.

– To proste! W urzędzie odpowiednim pod względem miejsca stałego zameldowania tego człowieka. Tam należy szukać w skorowidzu alfabetycznym według nazwiska.

– I w ten sposób dotrę do wszystkich, absolutnie wszystkich dokumentów danego człowieka?

– Oczywiście.

– I mogę być pewny, że już nigdzie w innym miejscu nie istnieją dokumenty na temat tego faceta?

– Ależ nie! Nie zrozumiałem was. Jeśli on działał gdziekolwiek poza miejscem swego zameldowania, leżącym poza terenem podległym danemu urzędowi wojewódzkiemu, to z tego miejsca natychmiast kierowano prośbę o przesłanie kopii jego teczki i taka kopia zostawała natychmiast przesłana.

– No a jak do tych kopii dotrzeć?

– W teczce źródłowej pozostają zlecenia na przesłanie kopii.

– Jasne! Dziękuję.

Tego dnia było już za późno na realizację następnego etapu dzieła, które zapewniło na długie lata kontrolowanie nowej władzy przez aparatczyków starej władzy.

W kilka dni później już o szóstej rano Siwy siedział w pociągu zdążającym do północno wschodnich krańców Polski. Misja była tak tajna, że Siwy nawet swoich ochroniarzy, ani kierowcy brać nie chciał i dlatego jechał pociągiem. Podróż dłużyła się i Siwy wrócił do wspomnień z przed lat.

W roku 43 Siwy siedząc w Moskwie marzył dniami i nocami o powrocie do kraju. Na jego prośby w tej kwestii odpowiadano mu, że jest żołnierzem i przełożeni uważają, że tutaj w Moskwie jest bardziej potrzebny niż w kraju. Dnie mijały na nudnej robocie papierkowej, aż jednego ranka oświadczono mu, że „Gospodarz” chce z nim rozmawiać. Siwy już kilkakrotnie widział Stalina w trakcie referowania po rosyjsku tekstów Wasilewskiej. Jednak w tej roli był narzędziem działania Wandy, a nie głównym obiektem zainteresowania Wielkiego Wodza. Obecnie miało być inaczej. Siwy czuł, że ta audiencja może ukształtować całe jego życie. Wiedział także, że Stalin, ten niski, flegmatyczny człowiek robił olbrzymie wrażenie na swych rozmówcach, wrażenie podbudowane strachem przed wielkim zbrodniarzem. Orientował się też, że wychodząc z tej audiencji trafi albo do kraju, albo w okolice Magadanu.

Nazajutrz w „wyfasowanym” z magazynu, nowym mundurze i lśniących, pięknych butach, udał się na Wzgórze Borowickie, gdzie stawił się w biurze przepustek na kremlu. Wbrew oczekiwaniom nie sprawdzano go w żaden sposób a przepustka była już gotowa.

Kiedy wszedł do gabinetu Stalina, ten krótko popatrzył na Siwego siedząc za biurkiem, a następnie wstał i swoim zwyczajem, z fajką w ręku, zaczął spacerować flegmatycznie po gabinecie. Po chwili zatrzymał się i zapytał.

– Nu a gdzie wy tak wyuczyli się ruskiej mowy a?

– Tutaj w Związku Radzieckim, towarzyszu Stalin.

– Nu, ale wy Polak – i nie czekając na odpowiedź – dobrze wam tu u nas a?

– Bardzo dobrze, ale chciałbym już wrócić do Polski.

– No a co wy tam chcielibyście robić w tej Polsce a?

– Towarzyszu Stalin, czy mogę mówić całkiem szczerze?

– No ze mną tylko szczerze.

– Ale boję się, żeby nie obrazić towarzysza.

– No dlaczego obrazić? Mnie obraża nieszczerość. Jak wyczuję nieszczerość, to koniec rozmowy. No mówcie!

– Teraz tworzy się w Polsce rząd. Ci ludzie, którzy go tworzą to wypróbowani komuniści i oni mają najlepszą wolę służyć sprawie światowego komunizmu, ale jako władza będą robić w dobrej wierze wiele rzeczy przesadnie, a robotnik czy chłop nie będzie miał możności im o tym powiedzieć. Jak już cała Polska będzie wyzwolona, to liczę, że zasłużymy sobie na to, żeby u nas w Warszawie była radziecka ambasada. Ci ludzie będą was informować o sytuacji w Polsce, ale to będą ludzie radzieccy i oni nie mogą się wczuć w polską sytuację tak jak Polak.

Stalin zatrzymał się i długo patrzył Siwemu w oczy, po chwili powiedział.

– No my pomyślimy o tym.

Siwy się odmeldował i wyszedł. Dopiero w tydzień po tej audiencji został wezwany do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Szedł tam z duszą na ramieniu, bo skrót NKWD w rozsądnym tłomaczeniu oznaczał: Niewiadomo Kiedy Wrócisz do Domu. W tym dużym szarym budynku podano mu numer pokoju, a kiedy chciał tam pójść, to okazało się, że trzeba czekać na eskortę. W końcu dobrnął do pokoju o podanym numerze i bez wizytówki. W pokoju siedział około czterdziestoletni mężczyzna po cywilnemu. Przed biurkiem krzesła nie było, więc Siwy cały czas stał, a urzędnik mówił.

– Za parę dni, jak tylko zostaną sporządzone dokumenty i dostaniecie rozkaz wyjazdu, udacie się do Polski. Tam sami będziecie sobie dawali radę i będziecie pisali raporty. Im częściej tym lepiej. Nie interesuje nas to, co będzie dobrze, lecz to co będzie się tam działo źle. Ot wszystko.

 

To załatwianie trwało trzy tygodnie, i wreszcie Siwy wyjechał do Polski. W tym czasie wyzwolony był już Lublin i tutaj Siwy się zatrzymał. Od razu mógł się przekonać jak świetnie działają tajne służby komunistyczne. Na drugi dzień po przyjeździe odszukali go odpowiedni ludzie i zaopatrzyli w pieniądze, a także zaproponowali darmowe zakwaterowanie i wyżywienie w tymczasowym hotelu wojskowym, który mieścił się na terenie byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie znajdował się ośrodek rekrutacyjny Drugiej Armii Wojska Polskiego. W trzy miesiące później Siwy mieszkał już na Pradze i pracował w wybranym przez siebie ministerstwie gospodarki w wydziale ochrony środowiska. Faktycznie nie dostawał żadnej roboty w tym ministerstwie, za to pensję otrzymywał dosyć wysoką.

Już w tym początkowym okresie dla Siwego było oczywiste, że komunistyczne władze w Polsce to agentura Moskwy, równocześnie notował na każdym kroku ogromny entuzjazm Polaków w odbudowie kraju. Swoją rolę traktował jako jedyny sposób ograniczenia choć w minimalnym stopniu tych działań tragicznych, w które obfituje każda zmiana ustrojowa. W tej kwestii miał kilka sukcesów. Raz dowiedział się, że z kilkuletnimi wyrokami siedzą szesnastoletni członkowie Komendy Głównej AK. Po zbadaniu sprawy okazało się, że ci chłopcy rzeczywiście służyli w sztabie Bora, ale ich działalność polegała na napędzaniu przez przekładnię rowerową prądnic zasilających radiostację komendy. Oprócz tego przypadku udało się Siwemu uwolnić jeszcze kilka osób skazanych za „przestępstwa” nawet jak na komunistyczne oceny, zupełnie bezsensownie. W ciągu tych działań zetknął się z powszechnym stosowaniem tortur w ramach przesłuchiwań. Próby interwencji nic nie dały. Były to czasy stalinizmu, czasy w których cały obóz socjalistyczny był bezwzględnie izolowany od świata zachodniego. Efekt był taki, że ludzie siedzący w swoim własnym kraju jak w kryminale, wyobrażali sobie wszystko to co istniało w wolnym świecie w różowych kolorach.

Siwy, jako człowiek dostający wytyczne pracy bezpośrednio z Moskwy należał do kręgu ludzi najwyższego zaufania. Dlatego zapewne wytypowano go do roboty w kapitalistycznym świecie. Była to jakaś nieciekawa akcja szpiegowska. Siwy nie był zainteresowany wyjazdem i omówił. Ten fakt spowodował przesunięcie go z kręgu najwyższego zaufania do kręgu super najwyższego zaufania. Następną propozycję akcji zagranicznej Siwy otrzymał w kwietniu 53 roku. Tym razem propozycja była bardzo ciekawa, a przeszkodą nieznajomość języków obcych. Intensywna nauka przy użyciu magnetofonu szpulowego, który był w tym czasie cudem techniki, oraz wrodzone zdolności do nauki języków, umożliwiły Siwemu w ciągu półrocznej intensywnej nauki opanowanie języka angielskiego w stopniu wystarczającym do wykonania powierzonej mu misji. W tamtych czasach w Europie zachodniej obowiązywało ścisłe embargo na nowoczesne technologie i wyroby w stosunku do odbiorców zza żelaznej kurtyny. Siwy wyjechał oficjalnie na wycieczkę do Austrii, tam we wiedeńskim hotelu spalił dokładnie wszystkie swoje dokumenty, a z ukrytego w walizce schowka wyjął inny komplet dokumentów opiewających na nazwisko Sierow. Teraz był synem białogwardyjskich emigrantów rosyjskich, obywatelem Włoch i pełnomocnikiem rodzinnej firmy o bliżej nie określonej profesji. Jego zadanie polegało na jeżdżeniu po różnych wystawach techniki, targach międzynarodowych i tym podobnych imprezach na których prezentowano wyroby i technologie według najbardziej nowoczesnych trendów w technice. Takie zajęcie zmuszało do podróżowania po całej Europie i pozostawiało mnóstwo nie zagospodarowanego czasu, który Siwy wykorzystywał do zwiedzania nieznanej mu kapitalistycznej Europy. Oczy miał szeroko otwarte i chłonął z ciekawością zarówno bogactwo kapitalistycznego świata wraz z jego rzeczywistym zachowaniem wolności obywatelskich jak i ogromne rozwarstwienie materialne, nędzę slumsów, a szczególnie uderzała go beznadzieja bezrobotnych, którzy w tamtych czasach nie korzystali jeszcze z później wprowadzonych zabezpieczeń socjalnych. Kiedy po roku wrócił do kraju, trafił akurat na „gomułkowską odnowę” która była rzeczywiście ogromnym skokiem w stosunku do poprzedniej strasznej stalinowskiej nocy. Pod wpływem tych kontrastów doszedł do wniosku, że ten nasz „socjalizm z ludzką twarzą” jest dla szerokich mas społeczeństwa lepszy od ryzyka kapitalizmu. Dodatkowo widział, że nawet destalinizacja nie umożliwia zmiany ustroju, więc należy pozytywnie działać w tych ramach ustrojowych jakie są.

Pobyt na zachodzie zaowocował jeszcze jedną zmianą światopoglądową u Siwego. Będąc w Polsce obserwował Kościół jako jedyną legalnie działającą enklawę niekomunistyczną i jego działanie oceniał pozytywnie. Przebywając długi czas w Rzymie obserwował luksus i bogactwo kurii rzymskiej w zestawieniu z nędzą rzymskiego proletariatu, a szczególnie biednych, głodnych dzieci. Nie zmieniło to pozytywnej oceny działań politycznych Kościoła w Polsce, ale zdecydowanie zraziło Siwego do katolickiej wiary.

W Polsce oceniono bardzo wysoko jego działanie na zachodzie i w trosce o przyszłe wykorzystanie objęto go „tajnością personalną” oznaczało to, że ani jego zdjęcia, a ni nazwisko nigdzie nie mogły się ukazywać. Kilku ludzi z otoczenia Gomułki zainteresowało się nim i chciało go wykorzystywać do prowadzonych przez siebie prac. Były to zadania w większości nieciekawe i Siwy interweniował w Moskwie, prosząc żeby go do tego nie angażowano. W tym okresie doszedł do wniosku, że mimo wielu wad, komunizm w Polsce nie jest taki zły, że zupełnie nie ma możliwości zmiany ustroju, więc należy pracować aby ten nasz socjalizm miał jak najbardziej ludzką twarz – i wstąpił do partii.

 

Było już po godzinie piątej, kiedy pociąg stanął na dworcu w Białymstoku. Stąd autobusem Siwy dotarł do zapomnianej przez Boga i ludzi wioski położonej na skraju dużego kompleksu leśnego. Tutaj, prawie już w lesie stał duży drewniany dom zakupiony przed pięcioma laty przez Łysego. Łysy przed wojną należał do KPP. Był członkiem ścisłego kierownictwa tej partii, był bliskim przyjacielem Marii Koszutskiej i Maksymiliana Waleckiego a działał w komisji kontroli partii. W roku 1935 został aresztowany w Łodzi i w głośnym ówcześnie procesie dostał najwyższy wyrok sześciu lat więzienia. Ten pobyt w więzieniu spowodował, że Łysy nie wyjechał do ZSRR po rozwiązaniu KPP w 38 roku i dlatego nie został zlikwidowany przez Stalina wraz z całym KC KPP. W PRLu Łysy pracował w „pionie”, czytaj UB – SB, w komórce zajmującej się tymi śledztwami, które obejmowały najwyższych dostojników komunistycznych. W 1970 roku w dość dziwnych okolicznościach został postrzelony na strzelnicy. Skutkiem tego „wypadku” miał uszkodzony kręgosłup i poszedł na rentę. Wtedy kupił dom i zaszył się w lesie. W Warszawie mówiło się, oczywiście tylko szeptem, że Łysy w swojej samotni gromadzi archiwum zarówno z prowadzonych przez niego dochodzeń w przeszłości, jak i informacje o zdarzeniach aktualnych – ciekawych a tajnych.

Do tego towarzysza przyjechał Siwy. Znali się od lat. Łysy przyjął Siwego bardzo serdecznie, a po sutym obiedzie poszli do cienistej altany, obrośniętej dzikim winem i tutaj Łysy zapytał.

– No teraz powiedz w jakiej sprawie diabli ciebie do mnie przynieśli, bo nie liczę abyś jedynie chciał zapytać mnie o moje marne zdrowie.

– O zdrowie nie pytam, bo widzę, że chodzisz całkiem nieźle, a przyjechałem z prośbą o radę w bardzo ważnej sprawie.

– Jest tylko jedna bardzo ważna sprawa, to jest dbałość o własną dupę. W tej kwestii jestem w stanie dać ci jedyną dobra radę. Pod byle pretekstem idź na emeryturę lub rentę a ja ci tu niedaleko w puszczy załatwię piękny dom i będziesz wolnym człowiekiem.

– Świetnie trafiłeś, bo chodzi o zabezpieczenie przyszłości, ale w trochę szerszym sensie. Chodzi o to, że nasz ustrój wali się w sposób nieuchronny, bo sytuacja gospodarki jest tragiczna, Zachód już nam ani centa nie pożyczy, z tej przyczyny, że nie spłacamy długów, więc lud pracujący miast i wsi nie długo odbierze nam władzę, co jest pewne, ale nie jest pewne czy nas powiesi na latarniach. Żeby do tego nie dopuścić jest tylko jedna droga.

– Jaka?

– Oddać władzę dobrowolnie.

– A co na to beton?

– Chcą walczyć, tylko czym? Milicji jest u nas bardzo dużo, gdy trzeba zaprowadzić porządek w jednym mieście, bo się dowozi z innych, ale jak będzie trzeba to zrobić wszędzie na raz, to nie ma kim.

– A przyjaciele co na to?

– Oni pamiętają, jak to było w 1812 roku, kiedy wojsko, a z nim korpus oficerski zobaczył Europę.

– Więc nie pomogą?

– Tego nie wiem, ale ja bym na to nie liczył. Wolę się sam zabezpieczyć na ewentualność najgorszą.

– Jeśli zupełnie sam, to nic prostszego.

– To znaczy jak?

– Do tego potrzeba dwóch rzeczy, które już masz. To jest paszport w domu i konto gdzieś daleko, na przykład w Szwajcarii.

– A skąd wiesz, że ja to mam?

– Bo znam życie to raz, a po drugie wiem, że byłeś rok na zachodzie. Wyjedź zanim się zacznie i wróć jak się skończy.

– A skąd ty, siedząc tutaj w tym lesie, wiesz gdzie ja byłem?

– Tu latają takie ptaszki, wróble się one nazywają i ćwierkają o różnych sprawach.

– Nie doceniasz mnie. Ja chcę być tutaj i kierować tym z ukrycia dla własnej przyjemności. Dodatkowo, ja już siedziałem parę lat w ZSRR a niedawno na zachodzie i stwierdziłem, że mogę żyć tylko tutaj.

– No więc jaka to sprawa?

– Widzisz, oddanie władzy jest nieuchronne, więc trzeba się zabezpieczyć na tą nową przyszłość.

– Ale jak?

– Trzeba wykorzystać te czynniki, które już istnieją więc nie trzeba ich budować. Po pierwsze społeczeństwo w 80% nas nienawidzi. Po drugie ta cała opozycja, ten KOR, ta Solidarność, oraz niezorganizowana, a wroga nam czołówka intelektualna, to środowiska, które ogromnym kosztem udało się skutecznie spenetrować, a w dużym stopniu przejąć. Nienawiść do nas jest duża, ale nienawiść do przywódców opozycji, którzy pracują dla nas będzie sto razy większa. Na tym chcę się oprzeć. Już obecnie gromadzimy teczki naszych ludzi z kręgów kierownictwa Solidarności, niszcząc równocześnie wszelkie kopie. Do ciebie przyjechałem, żebyś mi doradził gdzie i jak ten materiał zabezpieczyć, ale nie na dziś, lecz tak, żeby zabezpieczenie było stu procentowe gdy już nie będziemy rządzić.

Łysy się zamyślił. Weszła żoną Łysego i przyniosła lody. Jedli w milczeniu. W końcu Łysy odstawił pucharek i powiedział.

– Czy wiesz co to jest „egipska tajemnica”?

– Nie, nie wiem.

– Wyobraź sobie archeologa, który znalazł drzwi do nietkniętego grobowca w Dolinie Królów. Drzwi mają oryginalną pieczęć, otwiera je i wchodzi do przedsionka, z którego prowadzą następne drzwi. Otwiera je i staje na progu długiego korytarza wypełnionego po sufit dużymi odłamkami skał. Usuwa tą przeszkodę i staje przed następnymi drzwiami. Po ich otwarciu znajduje litą skałę więc zaczyna ją penetrować nic nie znajdując. Faktyczne wejście do grobowca ukryte jest w pierwszym przedsionku, gdzie oczywiście nikt go szukać nie będzie. Doradzał bym ukrycie tego archiwum w takim miejscu, które w tej przyszłej rzeczywistości na pewno przetrwa, a równocześnie, którego nikt nie będzie podejrzewać o to że tam może być coś ukryte.

– W moim mniemaniu jest tylko jedna taka instytucja, to jest Kościół. Ale tam istnieje silne podporządkowanie hierarchiczne.

– No to trzeba tą hierarchię ominąć.

– Jak?

– Zakony są tutaj a podlegają bezpośrednio pod Rzym.

– A jak Rzym ugłaskać?

– Podobno masz dojścia do Wielkiego Brata.

– Tak, ale Wielki Brat mieszka nad rzeką Moskwą a nie nad Wisłą, więc co to ma do rzeczy?

– Od czasu jak finansjera włoska, loża P2 i paru idiotów na kremlu podpuściło KGB do idiotycznego zamachu na papieża, zmieniono taktykę. Przez kilka lat po zamachu zbierano w całym świecie materiały kompromitujące Watykan lub personalnie papieża. Te materiały miały być przedstawione do wglądu papieżowi, ale zanim je zgromadzono, papież już bardzo posunął się w stanie swego kresomózgowia.

– Czego?

– Choroba Parkinsona zaczyna się zmianami w substancji ciemnej mózgu, co powoduje degenerację kresomózgowia. W tej sytuacji papież powoli tracił możliwość samodzielnych działań intelektualnych a jego rolę musiał przejmować Dziwisz. Na dwa lata przed śmiercią papieża, wreszcie zdecydowano się przedstawić zebrane materiały Dziwiszowi, bo papież był już zupełnie nieczynny intelektualnie, i tak zrobiono, przedstawiając całość, ale zapewniając, że to tylko próbka stanowiąca dziesięć procent posiadanej całości. Gdybyś znał hasła uruchamiające poszczególne części tego archiwum, to miałbyś Rzym w ręku, bo oni wolą wszystko co najgorsze, byle nie skompromitować Watykanu, albo papieża.

– A skąd wziąć te hasła?

– Jest to raczej niemożliwe, ale przecież oni, czyli Rzym, o tym nie wiedzą. Wystarczy, że powiesz, że masz hasła do materiałów przekazanych w dniu tym a tym Dziwiszowi, a tę datę znamy, wtedy wystarczy pokazać rąbek całości tych materiałów.

– No a te materiały?

– Jeśli masz dojścia u Wielkiego Brata to je dostaniesz, hasła nigdy.

– Bóg zapłać za dobrą radę.

 

Po odwiezieniu bryczką na stację, Siwy wracał pociągiem do Warszawy. Nudna podróż skłoniła go znowu do wspomnień.

Kiedy przed laty wstąpił do partii miał o komunistycznej rzeczywistości, mimo swego realizmu i wspomnień z ZSRR, raczej dość dobre mniemanie. W miarę upływy czasu angażował się w wielu akcjach trudnych, których realizacja tak go pochłaniała, że nie było czasu na rozważanie słuszności jedynie słusznego ustroju. Obecnie widział dokładnie ogromne wady istniejącej rzeczywistości. Ale mając możność tak niedawno dokładnie obejrzeć rzeczywistość kapitalistyczną wiedział to, czego nie brali pod uwagę ani komunistyczni bonzowie, ani przywódcy Solidarności. Siwy doskonale wiedział, że demokracja dobrze się sprawdza tylko w zdyscyplinowanym nowoczesnym społeczeństwie, zaś w Polsce mamy społeczność raczej dziewiętnastowieczną. Wiedział doskonale jak skończyła się po pierwszej wojnie światowej demokracja we Włoszech w 22 roku, w Polsce w 26 a w Niemczech w 33. W przedziale jechał sam, więc roześmiał się na głos, gdy pomyślał o jeszcze jednej, mało komu znanej prawdzie: W systemie totalnym kraść na dowolną skalę mogą nieliczni władcy. W demokracji kraść może każdy zdolny złodziej, a ponieważ w Polsce zdolnych ludzi mnóstwo, więc to dla gospodarki może okazać się fatalne.

Zaraz następnego dnia poszedł do ministerstwa, tam trafił do czwartego wydziału i długo rozmawiał ze znajomymi ludźmi. W kilka dni później, po wielu godzinach spędzonych w bibliotece Akademii Teologicznej w Warszawie, Siwy kupił bilet do miejscowości znanej z kultu religijnego i wsiadł do pociągu. Po przyjeździe na miejsce zapukał do furty klasztornej a kiedy furtianowi powiedział jak się nazywa dowiedział się, że Ojciec Przeor już na niego czeka.

 

Przeor przyjął go w gabinecie, w którym stało biurko, dwa krzesła i szafa na dokumenty. Na ścianie wisiał krzyż i dwa obrazy: Jezusa i Matki Boskiej Częstochowskiej.

– Nich będzie pochwalony – powiedział Siwy.

– Na wieki wieków – odpowiedział przeor– proszę siadać.

– Chcę od razu przystąpić do rzeczy. Jak już informowałem w rozmowie telefonicznej, mam do księdza bardzo ważną sprawę, ważną dla przyszłości politycznej całego naszego państwa.

– Czy mógłbym z panem porozmawiać zupełnie szczerze?

– Oczywiści, ale pod jednym warunkiem.

– Jakim?

– Że ja także będę mógł mówić zupełnie szczerze, a ksiądz nie będzie się za moją szczerość na mnie gniewał.

– Oczywiście!

– W takim razie słucham.

– Pan zapewne się ze mną nie zgodzi, ale ja wiem, że ustroje, rządy i systemy przemijają a Kościół jest wiecznotrwały.

– Myli się ksiądz!

– No ja zaznaczałem, że pan będzie innego zdania.

– Tak, ale nie w tym o czym ksiądz myśli. Ja uważam dokładnie tak jak ksiądz, że obecny system już długo nie pociągnie, tyle że nie z powodów politycznych, ideologicznych, czy jeszcze z powodu jakichś innych małoważnych przyczyn. Jeśli jakakolwiek władza potrafi tak gospodarować, żeby ludziom z roku na rok było choć troszeczkę lepiej, to taki system będzie trwał bardzo długo i to zupełnie niezależnie czy będzie to system socjalistyczny, faszystowski, teokratyczny, anarchistyczny czy jakikolwiek inny. Jeśli społeczeństwo biednieje to można tylko przedłużać agonię, ale koniec i tak jest wiadomy.

– No nie spodziewałem się z pana ust usłyszeć tak realistycznej oceny.

– Przecież to my jesteśmy realistami, a wy mistykami. Nie odwrotnie.

– Muszę się przyznać, że nie znam zbyt wielu komunistów, ale pan stanowi niezwykłe kuriozum.]

– Dlaczego?

– Bo tak spokojnie mówi pan o waszym upadku.

– Ja mówię o bliskim upadku systemu, a ludzie dziś sprawujący władzę raczej w cień nie odejdą, tylko zmienią formę działania.

– Wie pan, my jesteśmy mistykami, jak to pan słusznie zauważył, ale przede wszystkim jesteśmy głosicielami prawdy. To jest nasze posłanie.

– Umówiliśmy się, że obaj możemy być zupełnie szczerzy i to bez niczyjej obrazy.

– Tak.

– No więc korzystając z tego, powiem, że ta wasza prawda przemawia tylko do ludzi bardzo naiwnych, prostych i niewykształconych.

– Czyżby? Mógłby pan to uzasadnić?

– Oczywiście – Siwy wskazał na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej – widzi ksiądz te dwie kreski na policzku Matki Boskiej?

– Tak, to ślady po uderzeniu protestanckiego żołnierza, dokładnie szwedzkiego, bo oni nie uznają kultu Marii,. Matki Boga.

– I miało to miejsce w czasie potopu szwedzkiego w siedemnastym wieku. Czy tak?

– Oczywiście!

– No a według źródeł historycznych jeszcze przed podejściem wojsk szwedzkich obraz ten został wywieziony z Częstochowy i nawet dokładnie wiadomo w której parafii był przechowywany. Czy to nie jest zakłamanie?

– Nie znam tych źródeł, ale zakładając, że jest tak jak pan mówi, to przecież mówiąc o prawdzie przez nas głoszonej nie miałem na myśli autentyczności szczegółów malarskich, lecz prawdziwość naszej wiary i religii.

– Jeśli chodzi o prawdziwość waszej wiary, to w tą prawdziwość uwierzę natychmiast gdy spotkam takiego katolika, który marzy o tym, żeby jak najszybciej umrzeć i w ten sposób osiągnąć najwyższą szczęśliwość.

– Dlaczego jak najszybciej umrzeć? Dlaczego nie po długim, uczciwie przeżytym życiu?

– Dlatego, że każdy normalny człowiek gdy dowiaduje się, że wygrał milion w totolotka, to odstawia już otwartą butelkę wódki, odkłada bicie żony do załatwienia w przyszłości i biegnie po pieniądze. Natomiast chętnie i często odkłada wizytę u dentysty, zapłacenie podatku, oddanie długu, płukanie żołądka oraz lewatywę.

– Porównuje pan wartość miliona złotówek z wieczną szczęśliwością.

– No właśnie! Już milion powoduje chęć natychmiastowego posiadania, a wieczną i najwyższą szczęśliwość odkładamy do konsumowania w przyszłości i robimy wszystko, żeby tą chwilę od siebie oddalić.

Ksiądz długo milczał, więc Siwy znowu przemówił.

– Ja byłem dość długo w Rzymie i kontrast między nędzą ludności rzymskich slumsów a bogactwem Watykanu uświadomił mi sprzeczność między nauką ubogiego cieśłi a rzeczywistym działaniem kleru.

– Te zastrzeżenia i ja mam, ale one nie przekreślają piękna mojej religii.

– Piękna? Czy ksiądz zna takie nazwy jak Jerycho, Aj, Gibeon.

– Tak, to nazwy miast w Ziemi Świętej.

– Zgadza się. Otóż ten Bóg, którego wy czcicie i kochacie nakazał Żydom, gdy dotarli do Palestyny, kraju zamieszkałego od wieków przez tamtejsze ludy, tych ludzi mordować z wyraźnym podkreśleniem nakazu wymordowania wszystkich autochtonów. W tej sytuacji naprzód staczano bitwę z wojownikami kolejnych miast, a Bóg osobiście w tym mordowaniu Jozuemu pomagał. Następnie udawano się do miasta i mordowano, zgodnie z nakazem bożym kobiety i dzieci. Dla mnie taki bóg jest wstrętny i jest niemoralne modlić się do niego, a mówienie, że jest samym dobrem jest po prostu hipokryzją.

– No cóż – nie przekonam pana. Ja tego tak dosłownie nie traktuję.

– No to na zakończenie powiem coś co się księdzu spodoba. Ksiądz poprzednio mówił, że Kościół jest nieprzemijający. Ja też uważam, że tak jest, przynajmniej w naszym społeczeństwie. U nas nawet za sto lat duża część ludzi prostych będzie do kościoła chodzić się modlić. Ale w najbliższej przyszłości przewiduję ogromny wzrost ilości Polaków praktykujących religię katolicką z inteligencja na czele.

– Tak? A to dlaczego i kiedy to nastąpi?

– To już się dzieje, a im bardziej władza będzie tracić poparcie, a zaostrzać rygory, tym więcej ludzi będzie się do was garnąć. No ale wróćmy do sprawy zasadniczej.

– Ale, ale! Ja zacząłem od pytania czy będziemy rozmawiać zupełnie szczerze, a następnie nie powiedziałem tego co miałem powiedzieć, bo rozpoczęliśmy dysputę teologiczną. Więc teraz to uzupełnię. Pan w rozmowie telefonicznej anonsującej swoją wizytę nadmienił, że chodzi o sprawę bardzo ważną i korzystną dla nas i dla was. Otóż chciałem z całą szczerością oświadczyć, że bez jakichkolwiek oczekiwań korzyści od was, zrobię wszystko co będzie można zrobić dla dobra naszego zakonu, lub naszego Kościoła. Równocześnie chcę szczerze oświadczyć, że nie mogę zobowiązać się do robienia czegokolwiek dla waszego dobra.

– To oczywiste. Sprawa o którą chciałem prosić jest w interesie Kościoła katolickiego w Polsce, ale jest też ważna dla nas, a to że działanie potrzebne i cenne dla Kościoła jest także korzystne dla nas, chyba nam nie przeszkodzi.

– Oczywiście.

– Jak ksiądz sam widzi sytuacja polityczna w kraju się zaostrza. Dokładnie jaka będzie przyszłość nikt nie wie. Jednak ostrożność jest cnotą, więc lepiej się niepotrzebnie zabezpieczyć niż stanąć w sytuacji braku zabezpieczeń gdy one okażą się niezbędne.

– Słusznie.

– Ksiądz doskonale się orientuje, że nasze służby zbierają informacje o ludziach Kościoła i o politycznej opozycji. Tak robi każda władza na całym świecie. Te dokumenty są najlepiej zabezpieczonymi w naszym kraju, ale teraz. Jeśli dojdzie do jakichś nieprzewidzianych perturbacji, to nie można wykluczyć tego, że te dokumenty trafią do rąk niepowołanych. Jedynym zabezpieczeniem byłoby umieszczenie ich w takiej instytucji, która wykaże swą trwałość bez względu na zdarzenia polityczne, a za taką właśnie uważam ten klasztor. Ja przyniosłem do pokazania księdzu jedynie małą próbkę. Są to dane wypisane z teczek wyższych duchownych. Tutaj mam tylko nazwiska i kościelną tytulaturę, nasz pseudonim danego duchownego i datę zobowiązania dostarczania nam informacji plus własnoręczna deklaracja. Więcej mi wynieść nie pozwolono. Proszę żeby ksiądz to przejrzał.

Po tej długiej przemowie Siwy podał przeorowi grubą teczkę. Przeor założył okulary i zagłębił się w czytaniu, a Siwy z uwagą obserwował fizjonomię duchownego. Ta twarz o bladym, starczym obliczu przybierała kolor dobrze wypalonej cegły. Po przeczytaniu pierwszych kilku storn przeor przestał czytać in extenso i zaczął tylko przeglądać następne kartki. W końcu zapytał.

– Czy to wszystko jest prawdą?

– Myślę, że tak, bo są odręczne zobowiązania, ale jeśli nawet jest tam trochę nakłamane, to i tak jest to dla was dynamit.

– Najlepiej byłoby to zniszczyć.

– Na czyją decyzję? Ksiądz sam by zadecydował? A czy nie uważa ksiądz, że władze kościelne mogą chcieć wiedzieć kto z biskupów i księży jest szpiegiem?

– No tak – wyjąkał przeor- więc czego pan chce?

– Dokumentów takich mamy mnóstwo. My z tego wydzielimy te, które dotyczą ludzi Kościoła i opozycji i zmagazynujemy je tutaj, a ksiądz zadba, żeby nikt ich nie wyniósł.

– No i żeby nie zaglądał!

– Nie! O to my zadbamy.

– Jak? Chcecie tutaj zostawić swoich strażników?

– Nie. Będziemy kontrolować drogą radiową.

– To znaczy jak?

– Dokumenty będą w pojemnikach. Taki pojemnik łatwo można otworzyć, ale otwarcie niszczy plomby znajdujące się wewnątrz. Więc otwarcie pozostawia ślady będące dowodem otwarcia. Zaś sam fakt otwarcia natychmiast stwierdzimy drogą radiową.

– Czy to znaczy, że wy będziecie tu do pomieszczeń klasztornych posyłać te promienie radiowe?

– Czy ksiądz słucha radia?

– Tak, radia Watykańskiego.

– A gdzie ksiądz tego radia słucha?

– No u siebie w celi, i czasami w konwersatorium, i w refektarzu.

– No właśnie! Zapewniam księdza, że można tego radia słuchać także w kościele i na dachu. W piwnicy byłoby trochę trudniej, ale też można, a to oznacza, że fale radia Watykan penetrują cały wasz klasztor. Nasze stacje są i bliżej i mocniejsze, więc do piwnicy także dotrą.

Na te słowa przeor wyraził zgodę na przechowywanie dokumntacji

 

W kilka dni po tej rozmowie dokumenty przewieziono do klasztoru i zabezpieczono w odpowiednim schowku.

W ten prosty sposób Siwy zabezpieczył materiały o ogromnej sile wybuchowej przed wszystkimi, uniemożliwiając dostęp organom sprawiedliwości, władzy, przyjaciołom, wrogom a nawet samemu Lucyperowi, bo jako diabeł nie ma on wstępu do klasztoru.

 

Jak zawodne jest logiczne rozumowanie i jak bardzo prawdziwe jest przysłowie o tym, że człowiek strzela a Pan Bóg kule nosi, widać na przykładzie tej oto opowieści.

Siwy nigdy teczkami się nie zajmował. Ci których prosił o informacje, na temat teczek wiedzieli wszystko ale nie byli w stanie przekazać tej wiedzy, o którą Siwy nie pytał.

Siwy nie wiedział, ze objętość gromadzonych teczek przekraczała możliwości magazynowania. Przeniesienie informacji na zwykły mikrofilm, zmniejsza objętość około dwanaście razy. W technice przywiezionej z zachodu, o ironio losu, właśnie przez Siwego, a omijającej trudności wynikające z ziarnistości negatywu, można było umieścić w jednej klatce cztery strony maszynopisu. Kompresuje to objętość dokumentacji przeszło czterdziestokrotnie. Kopiowanie już istniejącego mikrofilmu jest działaniem błyskawicznym, więc kopiowano, a kopie rozsyłano, bez dokumentowania.

 

W ten sposób Siwy, który liczył, że po upadku komuny stanie się Bogiem Wszechmogącym, stał się zaledwie Generalissimusem Teczek, ale to już zupełnie inna bajka.

 


Z manuskryptu szpitalnego przepisał: Andrzej S. P.

 

« Powrót


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Aby dodać swój komentarz powinieneś się zalogować.

.