mafiapress
START | RSS | Kody Dostępu | Rejestruj
 
Działalność przestępcza | Afery Paliwowe
22.06.2005

Wojsko a "mafia paliwowa"

Tygodnik "Przekrój" sugeruje związki o ścisłej współpracy spółek mafii paliwowej z komendą portu wojennego w Gdyni, jednostkami wojskowymi, Agencją Mienia Wojskowego i zarządzającymi wojskowymi bocznicami kolejowymi.

    Dzięki tym instytucjom mafia mogła działać w całym kraju. Wygląda na to, że wojsko jako jedyne zmusiło ją do płacenia państwu. Nie wiadomo jednak, czy te pieniądze nie były później wyprowadzane do prywatnych spółek. Bada to prokuratura.
    Setki śledztw w różnych miastach odkrywają skalę procederu nielegalnej produkcji paliw. (...) . Prokuratorzy analizują działalność ponad 2300 firm. Ponad 1300 osób jest objętych prokuratorskimi zarzutami. Straty państwa na skutek afer paliwowych prokuratura szacuje na ponad miliard złotych. Nieoficjalnie policjanci i prokuratorzy przyznają, że kwota ta może być 10 razy większa.
    Półprodukty do nielegalnego wytwarzania paliw mafiosi kupowali gdzie się dało. W kraju i za granicą. Mafijne spółki były dużymi odbiorcami chemikaliów i różnego rodzaju olejów od polskich rafinerii. Z tych produktów, na przykład z oleju opałowego obłożonego znacznie niższą akcyzą, produkowano podłej jakości olej napędowy, zarabiając na kilkukrotnej różnicy cen. Chętnych na półprodukty było tak dużo, że kierownictwa rafinerii mogły wybierać, komu sprzedać towar, a kto się nie załapie. Deficyt doprowadził do tego, że mafia zaczęła sprowadzać chemikalia z zagranicy.
    Do tego celu mafiosi wykorzystywali port wojenny marynarki w Gdyni. Od 1996 do 2000 roku. Według oficjalnego stanowiska MON współpraca portu ze spółkami paliwowymi ustała w 2000 roku. Rozmówcy z kręgów wojskowych nieoficjalnie twierdzą, że przeładunki paliw w porcie odbywały się i później.
    Od połowy lat 90. na redę portu wojennego regularnie przypływały tankowce, które rozładowywali żołnierze. Importerem były cztery prywatne firmy, które na podstawie umów z komendą portu korzystały odpłatnie z nabrzeża i całej infrastruktury technicznej marynarki.
    Te cztery firmy są doskonale znane prokuratorom badającym mafię paliwową. – To spółki stojące na szczycie mafijnej struktury – przyznają prokuratorzy. Były to: Ship Service, SOG, Oktan i BGM Petrotrade.
    Pod koniec maja 2005 r. krakowscy prokuratorzy zatrzymali prezesa Ship Service Jerzego K. Zarzucają mu wyłudzenia i pranie brudnych pieniędzy. Trafił do aresztu na trzy miesiące. BGM to z kolei firma założona przez najsłynniejszych baronów mafii Jana Bobrka, Zdzisława Marszałka i Arkadiusza Grochulskiego. Zdaniem policji ta firma stała na samym szczycie mafijnej struktury. BGM bez przeszkód współpracował z komendą portu wojennego, choć już pod koniec lat 90. na Pomorzu huczało, czym zajmuje się firma.
Ślepe i głuche było Ministerstwo Obrony Narodowej, które prowadziło kilka kontroli portu wojennego. Kończyły się one stwierdzeniem, że wszystko odbywa się zgodnie z obowiązującymi przepisami.
    Współpraca z mafią była dla wojska doskonałym interesem. Zarabiała przede wszystkim instytucja, ale także jej pracownicy. Mafia z kolei dostawała dostęp do infrastruktury technicznej i taniej siły roboczej. Większość firm paliwowych nie miała bowiem wyszkolonego personelu, który mógłby w porcie marynarki zająć się przeładunkiem paliw. Robili to więc żołnierze. – Osoby zatrudnione do realizacji umów przeładunków paliw w porcie wojennym w Gdyni pracowały na podstawie umów-zleceń. Wśród tych osób byli zarówno pracownicy wojska, jak i żołnierze zawodowi – wyjaśnia pułkownik Piotr Pertek, dyrektor centrum informacyjnego MON. Słowem, żołnierze, pracując przy przeładunkach paliwa spółek mafii, dorabiali sobie do żołdu. Za wiedzą i zgodą swoich dowódców.



Strona: 1 | 2 | 3 | 4 | następna »

« Powrót


Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Aby dodać swój komentarz powinieneś się zalogować.

.